16 marca 2013

Bratobójczy pojedynek

Europa żyje Ligą Mistrzów, a tymczasem w Brazylii bracia walczą o awans do półfinału Superligi.

Do niedawna grali w jednej drużynie, ramię w ramię. Teraz stanęli po przeciwnych stronach siatki. W boju o półfinał zwyciężyć może tylko jeden z nich. Drugi zostanie z niczym.

 Gustavo i Murilo Endres, bo o nich mowa, są liderami swoich zespołów. Pierwszy jest mistrzem olimpijskim i dwukrotnym mistrzem świata, drugi „tylko” dwukrotnym mistrzem świata i wicemistrzem olimpijskim, za to zgarnia nagrody MVP na niemal wszystkich imprezach. Murilo w sezonie 2010/2011 zdobył z SESI São Paulo mistrzostwo kraju i chce odzyskać tytuł, drużyna Gustavo to... tegoroczny beniaminek. I choć Canoas sprawiało już w tym sezonie niespodzianki, w tej rywalizacji chyba nikt nie stawiał tej ekipy w roli faworyta.

Tymczasem dwa dotychczasowe mecze ćwierćfinałowe były niezwykle zacięte. Oba zakończyły się dopiero po tie-breaku – w pierwszym zwyciężyło Canoas, w drugim górą okazało się SESI. O wszystkim zadecyduje dzisiejszy, trzeci pojedynek, bowiem mecze play-off w Superlidze grane są do dwóch wygranych.

fot. Instagram

W pierwszym starciu SESI miało przewagę własnej hali. Mimo tego, zaczęli wręcz beznadziejnie. Nie mogli złapać odpowiedniego rytmu i rywale robili z nimi, co chcieli. Jakby tego było mało, pierwszego seta przerwał... deszcz. Burza szalejąca w São Paulo pozbawiła prądu kilka dzielnic, w tym także halę Vila Leopoldina. Ulewny deszcz wdzierał się do wnętrza hali. Na szczęście nie zawiódł generator prądu i już po chwili mecz można było wznowić.

Gustavo nie ukrywał dzikiej satysfakcji z blokowania ataków młodszego brata. Sam zresztą przed pojedynkiem żartował: „Najważniejszym celem tej rywalizacji jest pokonanie mojego brata”.

I w pierwszym starciu mu się to udało. Choć SESI prowadziło 2:1, drużyna Gustavo doprowadziła do tie-breaka, a następnie wygrała całe spotkanie. Środkowy był najlepiej punktującym w tym spotkaniu – zdobył aż 21 punktów.

fot. zerohora.clicrbs.com.br / Félix Zucco / Agencia RBS

W drugim meczu SESI było pod ścianą. Ponownie zaczęli źle i musieli gonić rywali. Wyrwali jednak pierwszego seta, który skończył się awanturą – sędzia odgwizdał Gustavo nieczyste odbicie. Kapitan Canoas wdał się w kłótnię z Cleberem, za co ten drugi dostał żółtą kartkę. Po chwili kartonik ujrzał też trener drużyny z Rio Grande do Sul – Paulão. Na tym się nie skończyło, trener drużyny przeciwnej też został ukarany kartką. Smaczku rywalizacji dodawał fakt, że Paulão i Giovane Gávio, trener SESI, to dawni przyjaciele z boiska – razem zdobyli złoto na Igrzyskach w Barcelonie.

Na południu Brazylii też nie brakowało atrakcji. Podobnie jak w pierwszym meczu, nagle na hali zapadła ciemność. Nie były to jedyne takie incydenty – w rywalizacji RJX z São Bernardo również z tego powodu gra musiała zostać wstrzymana.

fot. Instagram

Nie obyło się bez porozumiewawczych spojrzeń pod siatką, jakimi wymieniali się dwaj bracia. I mimo woli walki i chęci zwycięstwa z obu stron, Murilo zasmucił fakt, że przyszło im spotkać się tak wcześnie: „Zawsze fajnie jest spotkać się z Gustavo, szkoda tylko, że jeden z nas musi odpaść. Wolałbym, żeby ten pojedynek odbył się później, najlepiej w wielkim finale”.

Decydujące starcie już dziś, o 1:30 naszego czasu.
_____________

edit, 3:55

SESI W PÓŁFINALE!

SESI-SP - Canoas 3:0 (25:23, 26:24, 25:21)
Najlepiej punktujący - Murilo (18p.)
VivaVôlei (MVP) - Murilo

fot. SporTV
można iść spać :)

12 komentarzy:

  1. Ojej, jak miło, że piszesz o brazylijskiej Superlidze. Na naszych siatkarskich stronach ciężko cokolwiek znaleźć niestety ;/

    Bratobójczy pojedynek dodaje smaczku tej rywalizacji, która i tak jest już bardziej emocjonująca niż mogliśmy się spodziewać. Ciekawa jestem dzisiejszego wyniku, choć faworyt chyba jest jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Brazylii nie gra żaden Polak, więc dla większości chyba automatycznie Superliga = nic interesującego... A prawda jest taka, że mecze tam czasem stoją na takim poziomie (zwłaszcza pod względem obron i przez to długości akcji!), że niektóre pojedynki w PlusLidze wydają mi się... wręcz nudne. Minusem oczywiście jest pora, teraz mamy 4 godziny różnicy, niedługo będzie 5... a oni bardzo lubią grać o 21:30. Czyli w najgorszym przypadku - 2:30 u nas.

      Kiedyś pisałam dość regularnie o Superlidze i ogólnie o tym, co się w Brazylii dzieje... Nie wiem, czy ktokolwiek to czytał, ale konkurencji za bardzo nie miałam. Jeśli już coś się pojawiało, to jedynie suche wyniki.

      Faworyt był jeden od początku, a tu nie dość, że jest trzeci mecz, to jeszcze oba wcześniejsze miały po pięć setów! SESI ma kłopot, bo Sidão nie gra, a on mógł zrobić różnicę... No cóż, grają u siebie, więc może teraz to wykorzystają! Tylko niech się uwiną szybko, bo chciałabym się położyć spać jeszcze przed świtem...

      Usuń
  2. "Można iść spać" - jako najlepsze podsumowanie :)
    Ja tam właściwie innymi ligami, poza naszą, włoską i rosyjską, to się nie interesuję, także za dużo nie mogę się wypowiedzieć. Ale ogólnie brazylijska siatkówka jest dla mnie imponująca, więc takie pojedynki (zwłaszcza braterskie) są bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy grają przeciwko sobie te najmocniejsze drużyny, zwłaszcza te mające w składzie największe gwiazdy, to naprawdę jest co oglądać :) Po jednej stronie siatki: Murilo, Sidão, Sérgio, po drugiej Bruno, Dante, Lucas, Théo...
      Tym bardziej, że liga jest dość nieprzewidywalna - kto by pomyślał, żeby gdziekolwiek beniaminek walczył o półfinał? Przeważnie głównym celem jest utrzymanie i to już jest sukces, a Canoas było o krok od ogromnej sensacji, gdyby wyszarpali tie-breaka u siebie.

      Usuń
  3. Widzę Murilo i nogi się pode mną uginają. Faktem jest, że mało kto (przepraszam, mówię chyba o sobie) postrzega Brazyli jako osobne jednostki - dla większości to jednak jest całość, i to wyjątkowo niebezpieczna:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrzmiałaś jak hotka :D
      Ja tam ich uwielbiam wszystkich razem i każdego z osobna ;)

      Usuń
    2. A dla mnie oni są właśnie genialnymi jednostkami i to właśnie ta ich genialność wpływa na całą drużynę ;D

      Usuń
  4. Może i nie ogarniam Superligi, ale Murilo zawsze mi się pozytywnie kojarzył. A teraz będę miała jeszcze wizję w stylu fińskich bliźniaków i wiecznej rywalizacji :F

    Ogurrinen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, dlaczego... ;)
      O nie. Czujesz mecz Oivanen vs Oivanen? I teraz pytanie: który jest który! Bo Esko vs Esko nie jest aż takim hardkorem...

      Usuń
  5. Nigdy nie wgłębiałam się w "tajniki" brazylijskiej SuperLigii. Śledzę na bieżąco naszą, rosyjską jak i włoską ligę, ale to chyba oczywiste, że człowiek bliżej jest tych Europejskich rozgrywek. Ponadto wiadomo, nie ma tam naszych polskich zawodników.. Ale chyba zachęciłaś mnie do tego aby czasem sięgnąć i po "brazylijską lekturę".. W końcu za niedługo zacznie się sezon reprezentacyjny i warto dowiedzieć się co tam u naszych kanarków..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od rosyjskiej trzymam się jak najdalej, bo nie cierpię Rosjan :P poza tym nie podoba mi się siłowy styl gry, jaki tam prezentują.
      Brazylijska Superliga może nie stoi na jakimś super poziomie organizacyjnym, ale jeśli o poziom gry chodzi, to jest bardzo wysoki i niektóre mecze są prawdziwą siatkarską ucztą. Postaram się co jakiś czas o Superlidze pisać, na pewno pojawi się coś przed/w trakcie półfinałów, zapowiedź finałów i podsumowanie sezonu, ale w skrócie, żeby nie zanudzać. A na pewno można liczyć na regularne doniesienia z brazylijskiego obozu, kiedy już zacznie się zgrupowanie reprezentacji ;)

      Usuń
  6. czwarta najlepsza liga na swiecie :P

    OdpowiedzUsuń