5 marca 2013

Lepsze jest wrogiem dobrego, cz. 2

Pisałam już o zmianach, jakie FIVB wprowadzało w ostatnich latach, aby udoskonalić Ligę Światową. Rok 2013 zapowiada kolejną rewolucję. 

W finałach powracamy do ośmiu drużyn. Ale faza grupowa to zupełnie inna bajka. Króciutkie przypomnienie: liczbę uczestników powiększono do osiemnastu, podzielono ich na trzy grupy. Dwie pierwsze składają się z tych najsilniejszych, rozdzielonych zasadą serpentyny według rankingu FIVB. Trzecia to ci, którzy dopiero dobijają się do drzwi światowej czołówki, ale mają potencjał i szansę sprawienia niespodzianki. W finałach zagrają po trzy najlepsze ekipy z grup A i B, gospodarz i najlepsza drużyna z grupy C. Trzeba przyznać, że pomysł ciekawy, bo dający szansę tym słabszym, którzy w dotychczasowej formule nie mieliby szans na awans do finałów. Ale jak można się domyślić, ma już swoich przeciwników, chociaż nie zdążyliśmy się jeszcze przekonać, jak sprawdzi się w praktyce. O co chodzi? 

Po pierwsze, drużyna z grupy C ma „zabrać miejsce” komuś z tych silniejszych. Cóż, to fakt. Ale czy można powiedzieć, że komuś należy się ono bardziej, a komuś mniej? Poza tym, w jaki inny sposób te słabsze ekipy mają się rozwijać? Mecze towarzyskie to nie wszystko, wtedy nie ma presji wyniku. Trzeba rozegrać kilka spotkań z czołówką, żeby móc zacząć do tej czołówki aspirować.

Konferencja prasowa przed meczami w Katowicach

Po drugie, mecze rozgrywane w sześciu różnych miastach, a nie jak dotychczas, w trzech. Co ciekawe, tylko w przypadku Francji, Włoch i Polski. To niewątpliwie ukłon w stronę kibiców z różnych zakątków kraju, żeby wynagrodzić im ubiegły rok. Ci z pewnością będą zadowoleni, ale siatkarze? Może tym razem ominą ich długie podróże przez ocean, bo mecze wyjazdowe grają tylko na terenie Europy... ale przemieszczanie się z miasta do miasta między dwoma meczami w weekend, kiedy mogliby zamiast tego spokojnie trenować, też pewnie nie ułatwi im sprawy. 

Kolejna kwestia to skład grup. Polacy nie będą mieli za rywali żadnych słabeuszy. Do każdego meczu trzeba będzie podejść serio i grać na maksa, bo porażki mogą drogo kosztować. Problem mogą mieć ci trenerzy, którzy traktują Ligę Światową jako poligon doświadczalny i testują zmienników. W pojedynkach z takimi „potęgami” jak Portoryko czy Portugalia, można było sobie na to pozwolić. Ale traciło na tym widowisko – w końcu kibice płacili sporo pieniędzy za bilety, mając nadzieję na zobaczenie światowych gwiazd. Nierzadko zamiast tego, widzieli zawodników rezerwowych, a mecz zamiast ciekawej walki był jednostronnym laniem. Teraz ma się to zmienić i w naszej grupie zapowiada się walka „na śmierć i życie”. Na pewno podniesie to atrakcyjność meczów i nie będzie już takich, które należy tylko rozegrać, wygrać i zapomnieć o nich jak najszybciej. Inna sprawa, że droga do finałów nie będzie dla nikogo usłana różami i ciężko powiedzieć, kto się w nich znajdzie. Są pewni faworyci, ale niewykluczone, że będziemy świadkami zaskakujących rozstrzygnięć. 

Nie da się ukryć, że pomysł ma swoje złe, ale i dobre strony. Jednak to, co najbardziej denerwuje większość kibiców, to częstotliwość wprowadzania zmian. Wywracanie turnieju do góry nogami każdego roku raczej nie uczyni go bardziej prestiżowym, a wręcz przeciwnie - może tylko ośmieszyć. Ledwo kibice przyzwyczają się do jednego systemu, a już wprowadzany jest zupełnie nowy. Podobnie jest z siatkarzami - ich sztaby szkoleniowe muszą zmieniać przygotowanie do każdego meczowego weekendu, bo przecież inaczej gra się dwa mecze z tym samym przeciwnikiem, a inaczej trzy, każdego dnia z kim innym. Jaki jest cel tego zamieszania? Cóż, pewnie powiedzą, że zmiany na lepsze, udoskonalenie turnieju i uczynienie go bardziej atrakcyjnym. Ale czy naprawdę trzeba poprawiać coś, co jest dobre i sprawdza się od lat? I dlaczego są to tak częste i tak drastyczne zmiany?  

Polacy na podium Ligi Światowej

Kto wytrzyma sześć tygodni grania na najwyższym poziomie? Czy w tym roku wszyscy uczestnicy będą walczyć o finały, czy podobnie jak ostatnio, odpuszczą, żeby skupić się na Mistrzostwach Europy? Kto tym razem sięgnie po złoto? Czy Polacy powtórzą sukces z Sofii, czy ponownie zwyciężą rosnący w siłę Rosjanie, a może na tron wrócą Brazylijczycy? A przede wszystkim, jak sprawdzi się nowy format rozgrywek? Czas pokaże.
Do rozpoczęcia rozgrywek zostało już mniej niż sto dni...

11 komentarzy:

  1. Niestety musieli wypracować jakiś kompromis..

    Planujesz już zakup biletów?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne! bilety na przejazd Katowice -> Warszawa i Warszawa -> Łódź już kupione, na wejściówki kasa odłożona :D

      Usuń
  2. Nie wiem jak to będzie wyglądało w praktyce, ale jak na razie pomysł bardzo mi się podoba. Szczególnie ten podział grup, w końcu będzie bardziej sprawiedliwie. Co do rozgrywania meczu... Właściwie to chyba tu jest największy problem dla zawodników, bo kibice narzekać nie powinni. Praktycznie każdy będzie miał okazję, żeby pojawić się na którymś ze spotkań, np. ja nie bd musiała jechać z północy Polski na południe (choć planuję pojechać na Brazylię :D).
    Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. Zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim mecze będą ciekawsze, niby fajnie jest widzieć na żywo gładkie zwycięstwo, ale co to za radocha, jeśli drużyna wygrywa, dajmy na to 25:10? A były takie wyniki. Chyba każdy woli zacięte pojedynki i większe emocje (i ten stan przedzawałowy...)
      Ja tym razem rezygnuję z Katowic i jadę tylko na Brazylię ;)

      Usuń
  3. Widzę Anastasiego i buzia mi się cieszy. A potem widzę naszych chłopców na podium, całych w konfetti i buzia cieszy mi się podwójnie! Jak ich tu nie kochać?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem, ale ja ich nie kocham ;P

      Ogurri Ogurrinen

      Usuń
    2. Ogurri, ty zdrajco! ;)

      Usuń
  4. Pożyjemy - zobaczymy. Na razie nie będę się wypowiadać, ale pod poprzednią notką pisałam, który układ uważam za najlepszy

    Ogurri Ogurrinen

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem. Ostatnie te zmiany FIVB na początku wydały mi się dziwne, ale w sumie doszłam do wniosku, że nie jest tak źle. System rozgrywania meczy może być uciążliwy dla zawodników, ale kibicom myślę, że pasuje :)
    Już odliczam dni! :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ale jednak obie strony powinny być zadowolone. Inna sprawa to sam terminarz - finały, które jeszcze nie wiadomo, gdzie się odbędą, zaczną się 3 dni po ostatnich meczach grupowych! To jest jakaś paranoja :/

      Usuń
  6. Wprowadzanie zmian jest zrozumiałe, ma na celu udoskonalenie formuły turnieju. Dotychczas podjęte decyzje federacji mogą mieć swoich zwolenników jak i przeciwników. Jednak warto mieć na uwadze to, że we współczesnym sporcie- sam sport już niestety nie jest najważniejszy. Nie każdy chce się z tym zgodzić, ale gdyby nie pieniądze wiele dyscyplin po prostu by nie istniało. Tak jest również w siatkówce. Tutaj można znaleźć odpowiedź na to dlaczego turniej będzie rozgrywany w sześciu miastach- oczywiście ma to na celu jak najszerszą promocję siatkówki, tylko jakim kosztem? Formą i skutecznością zawodników, których zdrowie jest najważniejsze. Częste podróże, przemieszczanie z miejsca na miejsce na pewno nie wpłynie na nich korzystnie, co może skutkować obniżeniem poziomu turnieju. Podział na grupy, cóż, nie jest doskonały. Daje teoretyczna szanse „słabszej” drużynie, ale w dalszej fazie i tak może zostać ona wyeliminowana. Poza tym w siatkówce zwycięża silniejszy i lepszy, więc nie wiem czy takie „wyciąganie” teoretycznie gorszej drużyny jest dobre. Kolejny sezon Ligi Światowej najlepiej to zweryfikuje i da powód kolejnym zmianom. Najważniejsze jest jednak dobre widowisko siatkarskie i zdrowa rywalizacja między drużynami, które przysporzą zawodnikom, a także kibicom, ogromnych emocji. Być może w tym roku zwycięży drużyna, na którą nikt nie stawia? Sport jest często nieprzewidywalny, dlatego jest taki piękny przyciąga tylu widzów.

    OdpowiedzUsuń