1 marca 2013

Zamiast wstępu

Początki zawsze są najtrudniejsze. Świadczyć może o tym fakt, że zbierałam się do założenia tego bloga już dość długo, bo od Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Zbierałam się, zbierałam i dopiero teraz udało mi się wreszcie powołać go do życia. Cóż, lepiej późno, niż wcale.

Siatkówka to jedna z moich pasji. Niestety, występuję jedynie w roli widza, bo wstyd się przyznać, ale grać nie potrafię zupełnie. Nie przeszkodziło mi to jednak obdarzyć jej miłością wielką i bezwarunkową – chyba każdy kibic wie, o czym mówię. Ta pasja dostarczyła mi niesamowitych emocji, niezapomnianych przygód i pozwoliła się przekonać, że marzenia naprawdę się spełniają. 

Moim początkowym zamysłem było prowadzenie blogowych zapisków przez cały cykl olimpijski, aż do Rio de Janeiro, komentując aktualne wydarzenia i historię, która znów będzie się pisała na naszych oczach. Zobaczymy, czy zdołam wytrwać w tym postanowieniu ;) 

Znajdą się tu tłumaczenia ciekawych zagranicznych artykułów i wywiadów, własne materiały, zdjęcia, a także – a może raczej: przede wszystkim – moje subiektywne przemyślenia na tematy okołosiatkarskie. Mam nadzieję, że uda mi się wywołać ciekawe dyskusje, a Wy staniecie się moją motywacją do pisania.

Miłego czytania!

Aha, i jeszcze jedno – tytuł bloga jest nieprzypadkowy. W takim razie, dlaczego akurat „tie-break”? Z przekory. Nienawidzę tie-breaków. W ogromnej większości przypadków, kiedy jest rozgrywany piąty set, przegrywają ci, którym kibicuję. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni.

1 komentarz:

  1. Jak wiesz z mojego bloga, ja raczej o piątym secie mam podobne zdanie. Przynajmniej po ostatnim meczu Skry z Resovią, a właściwie po całym sezonie, bo raczej Pszczółki tie-break'a też nie bardzo lubiły...

    OdpowiedzUsuń