24 września 2013

Wojna polsko-bułgarska

Czy wzajemna nienawiść kibiców tych dwóch krajów się kiedyś skończy?

Polska-Bułgaria, mecz barażowy, mecz o być albo nie być na tegorocznych ME. Jednak zamiast do wsparcia „swoich”, niektórzy nawołują do... chamstwa w stronę rywali. Ponownie Michał Kubiak, będący w ostatnich dniach prawdziwą gwiazdą mediów, rozchwytywany przez dziennikarzy z uwagi na swoje szczere do bólu wypowiedzi, sprawił, że w środowisku siatkarskim zawrzało. 

- Kibice w Bułgarii przyjęli nas po chamsku, więc mam apel, żeby nasi fani zrewanżowali się tym samym. Niech też chamsko odnoszą się do rywali - wypalił 25-letni przyjmujący, wprawiając dziennikarzy w osłupienie. Kiedy ci dopytywali, czy to oznacza, że powinni też rzucać przedmiotami w bułgarskich siatkarzy, odparł błyskawicznie: - Niech rzucają.

sprawca zamieszania.

Taką wypowiedź mogliśmy przeczytać na łamach wp.pl. O zachowaniu Bułgarów pisałam już tutaj i chociaż nic nie usprawiedliwia buractwa, zdaję sobie sprawę, że mieli prawo być wściekli. Cała afera zaczęła się zresztą od sędziowania. Co mamy tym razem? Ze strony komentatorów, ekspertów i kibiców na arbitrów spada lawina krytyki. A jeśli takie same pomyłki będą się zdarzać w decydujących meczach?

Nie ma co analizować „co by było gdyby”, jeśli ponad rok temu w Sofii nie padłyby pamiętne słowa o pastuchach. Za to i wiele innych wyzwisk, które padły kiedy wojna przeniosła się do Internetu, Bułgarzy postanowili zrewanżować się w Warnie na meczach tegorocznej Ligi Światowej. Polacy dotkliwie przegrali, zostali wygwizdani, ale tym razem z trybun nic nie leciało na boisko, nikt nie ucierpiał, można by zamknąć temat. Siatkarze po meczu podają sobie ręce, kibice też mogliby zakopać wreszcie topór wojenny. Ale nie!

Bo oto nadarza się idealna okazja do zemsty, mecz z Bułgarami na własnym podwórku. Mecz o wszystko, o dalszy występ w Mistrzostwach Europy. Bułgarzy pewnie mają spore apetyty, ale tak naprawdę nic nie muszą. To Polacy mają wręcz obowiązek awansować, bo jednak gospodarz turnieju odpadający na tak wczesnym etapie – no przyznacie sami, trochę to wstyd. 

Tylko dlaczego zdaniem Kubiaka, na chamstwo mamy odpowiadać chamstwem? Podobno polscy kibice są najlepsi na świecie. Dlaczego mamy zmieniać się w kiboli i zniżać do poziomu bułgarskich pastuchów, tak ostro krytykowanych wcześniej przez samych siatkarzy? Czy nie lepiej byłoby przywitać przeciwników z klasą, a w czasie meczu zgotować im piekło dopingiem – ale kulturalnym, bez wyzwisk, gwizdów i obrzucania czym popadnie? Pokazać bułgarskim kibolom, jak powinien zachowywać się gospodarz imprezy?

nie wszyscy Bułgarzy to pastuchy.

Znając charakterek Kubiaka (oczywiście na tyle, na ile można go poznać przez jego liczne wypowiedzi w mediach) pozostaje mieć nadzieję, że to tylko prowokowanie rywali przed meczem, żeby wytrącić ich z równowagi. Trzeba jednak mieć na uwadze, że takie słowa rozchodzą się po świecie bardzo szybko, co pokazuje przykład „pastuchów”. Dobrej opinii nam to raczej nie wyrobi. A i niektórzy polscy kibice mogą apel pana Michała wziąć na serio...

21 września 2013

Na skróty do finału

Systemy turniejów są tak organizowane, że często w grupie bardziej opłaca się przegrać, niż wygrać. Nie inaczej jest tym razem...

Ledwo zaczęły się Mistrzostwa Europy... nie, stop! Jeszcze zanim one się zaczęły, na wszelkiej maści forach internetowych analizowana była turniejowa drabinka, czyli wszelkie możliwe scenariusze, kto, z kim, dlaczego i co zrobić, żeby tylko nie trafić na Rosję.

Nie mogło to umknąć uwagi dziennikarzy, którzy podchwycili temat. I oto w rozmowie z Michałem Kubiakem dla Przeglądu Sportowego, mogliśmy przeczytać takie wypowiedzi:

"Jakieś kalkulacje są niewykluczone. Po to są tworzone systemy rywalizacji, żeby czasami móc je nagiąć i kontrolować. Jeśli system na to pozwala, czemu z tego nie skorzystać? Każdy woli mieć przecież w swojej pracy łatwiej, niż trudniej."
 

Teraz siatkarze zarzekają się, że nie interesują ich wyniki w innych grupach i skupiają się tylko na swojej dobrej grze. Najlepiej jest wygrać grupę, wtedy nie trzeba będzie się o nic martwić. Gdyby jednak powinęła im się noga i czekały ich baraże... czy znowu trzeba będzie przegrać, żeby nie trafić na Rosję? Która wcale wygrać swojej grupy nie musi, co pokazuje wczorajszy mecz...

W dalszej części wspomnianego wywiadu Michał jednak twierdzi, że aby zdobyć mistrzostwo, trzeba wygrywać z najlepszymi, więc ani „ustawiona” pod gospodarza drabinka, ani kombinacje nie zasługują na pochwałę. Owszem, nie zasługują. Jak to się ma w takim razie do pamiętnego meczu ze Słowacją dwa lata temu? Kiedy to podobno trener Anastasi przed meczem powiedział „panowie, wiecie, co macie zrobić”? Ostatecznie Polacy zdobyli brąz, wiadomo – medal cieszy, ale jakiś niesmak pozostał.

Poza tym, jeśli już gdzieś mieć zasady fair play, bo skoro system nakłania do kombinowania, to trzeba to wykorzystać, to może chociaż pomyśleć o kibicach, którzy płacąc za bilet, chcą obejrzeć dobre widowisko, a nie żenadę.

Czy kombinowanie rzeczywiście się opłaca, czy lepiej mimo wszystko walczyć uczciwie? Przykład z MŚ 2010 pokazał, że niekoniecznie uczciwi lepiej na tym wyjdą. Wiadomo, jak skończył Daniel Castellani. A tymczasem Brazylia przegrała z Bułgarią mecz, którego żadna ze stron wygrać nie chciała i w efekcie zdobyli złoto. Ułatwili sobie drogę? Być może, jednak z grą, jaką wtedy prezentowali, nie miało to większego znaczenia. Rzekomo manewr ten miał na celu uniknięcie Kuby, z którą i tak spotkali się w finale i zlali ich 3:0.

Kombinowanie i tak prędzej czy później może się zemścić. Żeby wszystko poszło zgodnie z planem, nie można sobie pozwolić na żadne potknięcie, w przeciwnym wypadku możemy być świadkami spektakularnej klapy. W takim razie, dobrze mogą na tym wyjść jedynie silne i regularnie grające drużyny. Ale jeżeli gra się dobrze, to po co w ogóle kombinować?

Czy medal wywalczony „drogą na skróty” cieszy tak samo jak ten zdobyty uczciwie, po walce z najlepszymi?


Tak, wreszcie powracam, po dość długiej przerwie spowodowanej niekończącym się remontem ;)