4 marca 2014

Bilety na Ligę Światową, czyli jak kupić i nie zwariować

3, 2, 1... Zaczęło się. Wczoraj ruszyła sprzedaż biletów na Ligę Światową. Zgodnie z zapowiedziami, miały być na wszystkie mecze. W efekcie mamy tylko jeden… a to i tak wystarczyło, by sparaliżować serwery dystrybutora.

Ticketpro rozpoczęło sprzedaż o 14:00. Już kilka minut później dostanie się do serwisu graniczyło z cudem. Nie dało się nawet zalogować, nie mówiąc o dokonania zakupu. Kolejnych chętnych na bilety witał komunikat o błędzie, który następnie zmienił się w informację… o modernizacji systemu! Rozumiem, że nie wytrzymał oblężenia, ale żeby od razu go modernizować? [/ironia]

i nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

W szturmie na internetowe łącza nie przeszkodziły nawet wysokie ceny biletów. Ba, wysokie to mało powiedziane. Już w zeszłym roku pisałam na ten temat. Ale okazało się, że nie była to jednorazowa podwyżka, bo przecież dopóki hale są pełne, to trzeba zdzierać jak się da. Tyle, że w tym roku czeka nas więcej imprez, więcej meczów… Już zapowiedziano, że wejściówki na mecze Polaków w Mistrzostwach będą drogie. Skąd kibice mają brać na to wszystko pieniądze? Ach, no tak, przecież gdzieś trzeba znaleźć te brakujące 16 milionów


Ale wracając do głównego wątku. Według zapowiedzi, bilety 3 marca miały być dostępne na wszystkie mecze Ligi Światowej i na turnieje kwalifikacyjny do Mistrzostw Europy. W programie „Polska 2014” uśmiechnięty pan PR-owiec z PZPS-u zapewniał, że system sprzedaży jest sprawdzony, mają już doświadczenie z poprzednich lat i nie będzie żadnych problemów.

Tymczasem chyba każdy, kto chciał wczoraj kupić bilety, stracił sporo nerwów. Działo się dokładnie to samo, co każdego roku. W punktach sprzedaży wcale nie było lepiej. A to był TYLKO JEDEN mecz.

W takiej sytuacji, plany wprowadzenia do sprzedaży biletów na wszystkie fazy Mistrzostw Świata od razu można skwitować śmiechem. To będą 103 mecze, z czego o wejściówki we Wrocławiu będzie prawdziwa wojna. Podobnie pewnie jak z finałem. Ceny są za wysokie? Ale przecież nie ma czasu, żeby się nad tym zastanawiać, bo zaraz wszystkie lepsze wykupią! No chyba, że ktoś chce siedzieć za filarem na miejscu „z ograniczoną widocznością”, dlaczego nie. Czyżby to był celowy zamysł szanownych organizatorów – nie ujawniać cen do ostatniej chwili, żeby kibice kupowali pod presją czasu?

tak można określić to, co będzie się działo przy biletach na MŚ

Mecze są przede wszystkim dla kibiców – tych podobno najlepszych na świecie, nie dla vipów, którzy mając zaklepane wcześniej zaproszenia, wyjdą po pierwszym (w porywach po drugim) secie i już nie wrócą. Tylko ile nerwów trzeba stracić, żeby móc zasiąść na trybunach i kibicować? Wbrew pozorom, sprzedaż biletów to jeden z najważniejszych elementów organizacyjnych, bo jeśli nawali, to jak inaczej ci kibice mają się na mecz dostać?

Nie można udawać, że problemu nie ma, bo jest – ten sam co roku. Ticketpro najwyraźniej nie radzi sobie z oblężeniem serwerów, a trzeba jeszcze dodać, że w sprzedaży internetowej nie ma co marzyć o wyborze miejsca – powinno to chyba usprawnić cały proces, prawda? Jak widać, niekoniecznie. Co roku na dystrybutora spada fala krytyki, z której jednak nic nie wynika. Najwyraźniej dla PZPS-u problemu nie ma, bo to nie oni rwą włosy z głowy, mając nadzieję wreszcie ujrzeć coś innego, niż informację o przeciążonych serwerach. A skoro hale i tak są pełne, to po co cokolwiek zmieniać? Kasa się zgadza, to jest najważniejsze.

Na koniec mała ciekawostka – próbowałam wczoraj od 14:00. Zalogować udało mi się dopiero po północy.

Ale żeby ten tekst nie był jedynie krytyką, trzeba Ticketpro przyznać też małego plusika – tym razem poinformowali z kilkudniowym wyprzedzeniem, kiedy dokładnie rozpocznie się sprzedaż. Oby nie były to jedynie miłe złego początki.